wtorek, 17 września 2013

001

Wracałam późnym wieczorem do domu od Zoe.Trochę się zasiedziałam ale wiedziałąm że ojca nie ma w domu.Zoe mieszka ok. kilometr od miasta a ja w samym centrum.Szłam poboczem gdyż nie było żadnego chodnika.W pewnym momencie zauważyłam,że za mną jedzie samochód.Odwróciłam się i oślepiły mnie jego światła.Poczułam przypływ strasznie przeszywającego bólu a później zasnęłam
Perspektywa Louis'a
Wracaliśmy do domu z koncertu.Było bardzo ciemno no oczywiście 23.Nagle zobaczyłem dziewczynę chciałem zachamować ale było już za późno.
-Boże co ja zrobiłem-powiedziałem i wyciągnąłem telefon w celu zawiadomienia karetki.
Podeszłem do niej razem z chłopakami.Miała torbę więc zapewne i jakieś dokumenty.Wziąłem jej torbę i zacząłem szukać jej portfela.Wyciągnąłem legitymacje i zamarłem.Boże co ja zrobiłem potrąciłem własną siostrę
-Kurwa gdzie ta karetka-powiedziałem
-Lou uspokój się wszystko będzie dobrze-zapewniał mnie Harry
-Ale ty nie potrąciłeś własnej siostry tylko ja-powiedziałem
-Jak to?-dopytywał się Harry
-No poprostu.Po rozwodzie rodzicówbtgbnm musiała zamieszkać z ojcem.Kontakt się urwał po jakimś miesiącu-powiedziałem gdy zobaczyłem karetkę
Evelin wzięli sanitariusze a my pojechaliśmy prosto do szpitala zaraz za karetką.Po kilku minutach byliśmy już na miejscu i czekaliśmy na lekarza.Nie czekalismy długo może 30 minut.
-Panie doktorze co z moją siostrą-zapytałem z nadzieją że wszystko jest ok
-Powiem tak ma wiele źle zrośnietych kości i widzę że jest bita-powiedział
-Tego właśnie się obawiałem.Ona mieszka z moim ojcem i to jest bardzo możliwe-powiedziałem
-No i najważniejsze twoja siostra ma uszkodzony kręgosłup i obawiam się,że nie będzie nigdy chodzić-powiedział
-Aha dziękuję a mogę do niej wejść-zapytałem
-Tak oczywiście tylko nie na długo-powiedział i poszedł
Boże co ja jej zrobiłem.Ona nigdy mi tego nie wybaczy i mnie znienawidzi.
Wziąłem chłopaków i wszedłem do jej sali.
Leżała na szpitalnym łóżku przykryta fioletową pościelą.Wyglągała tak niewinnie a ja zniszczyłem jej życie.
-Louis to naprawdę ty-powiedziała i mocno mnie przytuliła
-Tak to ja.Jak ty się czujesz?-zapytałem
-Nawet dobrze tylko trochę mnie głowa boli.A wogłule co się stało?-zapytała
-To my cię potrąciliśmy-powiedziałem i spóściłem głowę
-Nic chyba takiego się nie stało-zapytała a raczej stwierdziła
-Evelin ty nigdy nie będziesz chodzić-powiedziałem
-co ale jak to-zapytała zaniepokojona
-No bo masz uszkodzony kręgosłup-powiedziałam.
Perspektywa Eveline
Wyciągnęłam telefon z torebki i wybrałam numer ojca
-Halo-usłyszałam w słuchawce
-Tato jestem w szpitalu-powiedziałam
-A co mnie to obchodzi radz sobie sama-powiedział i się rozłączył
Załamałam się.Ale jak własny ojciec może się wyprzeć swojego dziecka.Nierozumiem tego i chyba nigdy nie zrozumiem.
-Co powiedział?-dopytywał się Lou
-Powiedział że mam razdzić sobie sama-powiedziałam i zaszkliły mi się oczy
-Ev ja wiem że on cię bił-powiedział Lou
-Nie wiesz wszystkiego-powiedziałam
-Co on ci zrobił?-dopytywał się
-Zamykał mnie w domu,bił,traktował jak szmatę i gwałcił-powiedziałam i podwinęłam rękawyi rąk.Były całe fioletowe i posiniaczone.-Raz tak mnie pobił że miałam śliwę pod okiem.Chodziłam w okularach przeciwsłonecznych przez tydzień.
-Ev zamieszkasz z nami-powiedział czym nie dał mi prawa głosu.
-Ale tak ze wszystkimi wami?-zapytałam z nadzieją że to nieprawda
-Tak-powiedział
-Ale ja nie mogę-powiedziałam czym naprawadę go zaskoczyłam.
-Możesz i zamieszkasz koniec dyskusij-powiedział
****
Przepraszam,przepraszam
Wiem że nie dodawałam długo rozdziału ale zabrakło mi weny i wogłule nie miałam czasu.Obiecuję że się poprawię

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz